❄️ Zima w Holandii 2026. Minus dwa stopnie i kraj w trybie awaryjnym
Aktualności | 06-01-2026 | 13:30 | 3 minuty czytania
Przez lata mówiono, że w Holandii zimy już nie ma. Że to przeszłość, folklor, temat do opowieści starszych ludzi. Tymczasem wystarczyło –2°C, żeby transport zaczął się chwiać, lotniska łapały zadyszkę, a codzienna logistyka przypominała improwizację. To nie jest tekst o mrozie stulecia. To opowieść o kraju, który odwykł od zimy i bardzo się zdziwił, gdy ta wróciła. Choć tylko na chwilę…
Przez lata holenderska zima była zjawiskiem teoretycznym. Coś pomiędzy wspomnieniem z dzieciństwa a ilustracją w podręczniku. Temperatura kręciła się wokół pięciu stopni na plusie, padał deszcz pod innym kątem, a słowo „mróz” brzmiało jak regionalizm z Europy Wschodniej. Aż w końcu przyszła zima. Nie spektakularna. Nie ekstremalna. Zwykła.

W „naszym” Alphen aan den Rijn najniższa dotychczas temperatura to około –2°C. Minus dwa. To nie Syberia, nie Skandynawia, nawet nie Podlasie. To poziom, przy którym w wielu krajach ludzie nadal idą do pracy w zwykłych butach i nie piszą o tym artykułów. Tyle że w Holandii –2°C wystarczyły, żeby system zaczął się sypać.
🧊Problemem nie był mróz czy śnieg. Problemem była pamięć
To, co obserwujemy, nie jest efektem „ataku zimy stulecia”. To efekt kilkunastu lat bez prawdziwej zimy. Przez długi czas wszystko było projektowane pod założenie, że:
- mrozu już nie będzie,
- śnieg to incydent,
- lód to folklor.
System się do tego przyzwyczaił. Infrastruktura też. I kiedy przyszło kilka dni temperatury lekko poniżej zera, okazało się, że zabrakło marginesu błędu.

🚆 Koleje kontra –2°C
Pierwsze poległy pociągi. Nie dlatego, że było ekstremalnie zimno, tylko dlatego, że nikt nie zakładał, że w ogóle będzie zimno i będzie padał śnieg. Zwrotnice, które przez lata nie musiały mierzyć się z lodem, zaczęły sprawiać problemy. Zatkały się zmrożonym śniegiem, a ktoś chyba zapomniał gdzie włącza się ich podgrzewanie. Rozkłady jazdy przeszły w tryb „orientacyjny”, a komunikaty dla pasażerów brzmiały coraz bardziej abstrakcyjnie. Pociąg może przyjedzie. Może nie. Prosimy śledzić aplikację, która też nie wie.

✈️ Schiphol, czyli globalny hub spotyka zwykłą zimę
Na Schiphol-u sytuacja była jeszcze bardziej symboliczna. Jedno z największych lotnisk Europy, logistyczne serce kontynentu, zaczęło się dławić przy lekkim mrozie i śniegu. Odwołane loty, opóźnienia, pasażerowie śpiący na walizkach i to charakterystyczne zdziwienie w powietrzu: „Jak to możliwe?” Możliwe bardzo prosto. System był przygotowany na wszystko… oprócz normalnej zimy.

🚗 Drogi, czyli ślizgawki bez dyskryminacji
Na drogach klasyczny zestaw:
- ślisko, nieważne jakie masz opony, zimowe, letnie, uniwersalne, tanie, drogie, stare czy nowe
- korki dla każdego, nieważne czy masz SUV-a, VAN-a, Mini, elektryka, diesla czy inną zachciankę
- samochody sunące bokiem przy prędkościach, które latem uchodziłyby za ostrożne.
Minus dwa stopnie i cienka warstwa lodu wystarczyły, żeby codzienna logistyka zaczęła przypominać ćwiczenie z improwizacji. Odśnieżarki są, ale jakby nie do końca wierzyły, że naprawdę są do czegoś potrzebne. I nie wiedziały, że mają jeszcze rozrzutnik soli z tyłu. Zresztą nikt już nie pamięta jak go uruchomić…

🚲 Rowerzyści, czyli stała wartość
Jak zawsze najbardziej konsekwentni są rowerzyści. Elektryczne rowery, gładkie opony, prędkości jak w lipcu i pełna wiara w to, że skoro przez lata się udawało, to fizyka tym razem też odpuści. Nie odpuszcza. Wiedzą już o tym wszystkie tutejsze izby przyjęć.

❄️ Zima light, chaos konkretny
Najciekawsze w tej sytuacji jest to, że ta zima nie jest groźna. Nie bije rekordów. Nie przynosi katastrof. Nie paraliżuje kraju śniegiem po pas. Ona tylko sprawdza system. I ten test pokazuje jasno: Holandia przywykła do myśli, że pewne rzeczy „już się nie zdarzają”. A one się zdarzają. Nawet w wersji light.

🧣 Wniosek? Minus dwa wystarczyły
Ta zima nie przyszła, żeby coś zniszczyć. Przyszła, żeby przypomnieć, że natura nie czyta strategii klimatycznych, nie śledzi raportów i nie konsultuje się z infrastrukturą. Minus dwa stopnie wystarczyły, żeby:
- transport się zachwiał,
- lotnictwo dostało zadyszki,
- a kraj zrozumiał, jak kruchy jest system oparty na założeniu, że „już tak nie będzie”.
Bo będzie. Czasem tylko na chwilę. Ale wystarczająco długo, żeby było widać wszystkie pęknięcia.
A tymczasem gdzieś w Polsce…

(wnl)