Andrzej przedawkował w Holandii. Pomszczę śmierć mojego syna!

Jeszcze kilka lat temu byłam kochającą żoną a także matką, która po wielu rozmowach z synem Andrzejem – dziewiętnastolatkiem, energicznym młodym człowiekiem, pełnym życia i pomysłów na nie, zgodziła się na jego wyjazd do Holandii. Bałam się, gdyż słyszałam wiele opowieści o tym co się dzieje w tym kraju słynącym z wolności – jak byśmy tego nie rozumieli. Zgodziłam się bo… jestem matką i chciałam, by mój syn poczuł smak zarabiania pieniędzy, ciężkiego zarabiania pieniędzy… Chodziło przecież o nabranie doświadczenia, tego najważniejszego, życiowego… 

Minęło kilka miesięcy, syn przyjechał na urlop – trochę odmieniony ale zadowolony z pracy i zarobionych pieniędzy. Wrócił po dwóch tygodniach do pracy w Holandii, chciał dociągnąć do końca kontraktu aby zarobić na studia. Któregoś dnia po jego wyjeździe otrzymałam telefon. Telefon którego nigdy nie zapomnę i który wyrył głęboką bruzdę w mym umyśle. Oto co usłyszałam: “Pani Zdanowska? Czy jest pani matką Andrzeja Zdanowskiego? Tak? To proszę odebrać zwłoki syna przechowywane w prosektorium szpitala UMC Utrecht. Pani syn przedawkował narkotyki“…

Szoku który wtedy przeżyłam nie jestem w stanie nikomu opowiedzieć słowami. Szok trwał jeszcze długo po sprowadzeniu zwłok syna do kraju. Moja kariera zawodowa związana ze ściganiem przestępstw z ramienia CBŚ legła w gruzach. Jednak ilość przemyśleń spowodowała że zrezygnowałam ze służby i wyjechałam do pracy Holandii. Ale moim celem nie jest jednak zarabianie pieniędzy za granicą. Cel jest znacznie ważniejszy. Zatrudniam się w kolejnych pośrednictwach, jadę na kolejne lokacje, i walczę… Pomalutku ustalam kolejnych dilerów, małych sprzedawczyków pieprzonej białej śmierci, i z pomocą holenderskiej Policji systematycznie wykluczam to dziadostwo.

Z mojej krótkiej opowieści wynieście tylko ten jeden wniosek – jestem i pracuję wśród WAS, widzę i słyszę co się dzieje. I obiecuję – w mojej obecności nie zapakują nikogo do trumny! Mówię to oficjalnie – handlarze lepiej dajcie sobie spokój i zacznijcie żyć uczciwie, bo nie znacie dnia ani godziny

Monika Zdanowska, mama śp. Andrzeja Zdanowskiego.

(Od redakcji: wszystkie dane mogące umożliwić identyfikację autorki listu zostały zmienione)

Dodaj komentarz

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial