3,3% na papierze, znacznie więcej przy kasie. O co chodzi z inflacją w Holandii?
Aktualności | 17-01-2026 | 13:00 | 3 minuty czytania
Inflacja w Holandii w 2025 roku oficjalnie nie zaskakuje. 3,3%, dokładnie tyle samo co rok wcześniej i wyraźnie powyżej średniej dla strefy euro, która zatrzymała się na 2,1%. To już czwarty rok z rzędu, gdy Holandia nie mieści się w symbolicznym celu 2%, a po rekordowych 10% w 2022 roku obiecywane „uspokojenie” wciąż nie przekłada się na codzienne zakupy. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach…
Wołowina, kawa i czekolada ciągną inflację w górę
Z najnowszej analizy urzędu statystycznego CBS wynika, że największy wpływ na inflację miały produkty spożywcze, które trudno uznać za luksusowe.
- wołowina zdrożała aż o 23%,
- kawa, kakao i czekolada podrożały o ponad 18%.
Czyli dokładnie to, co wielu mieszkańców Holandii kupuje regularnie. Śniadanie, kawa do pracy i obiad w domu okazały się droższe szybciej niż większość innych rzeczy.

Czynsze znów ponad inflacją
Kolejnym mocnym punktem są czynsze, które wzrosły średnio o 5,1%. To więcej niż sama inflacja i więcej niż w 2024 roku, gdy podwyżki wynosiły 3,7%. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli ceny wielu produktów rosną wolniej, dach nad głową drożeje szybciej niż wszystko inne. I robi to regularnie, bez oglądania się na statystyki.

Transport zaskakująco spokojny
Dla równowagi są też dane, które mogą dziwić:
- bilety lotnicze potaniały o 7,2%, mimo wyższych podatków i opłat lotniskowych,
- koszty transportu ogółem wzrosły symbolicznie, o 0,16%,
- benzyna była pod koniec roku tańsza o 2,4%, choć od 1 stycznia podrożała (z tego samego powodu co diesel) o 5,6 centa za litr,
- diesel zdrożał o 3,6 centa, po wycofaniu ulg podatkowych wprowadzonych po 2022 roku (wojna w Ukrainie).
Na papierze wygląda to niemal neutralnie. W praktyce zależy od tego, czym i jak często się poruszamy.

Alkohol, papierosy i „średnia” żywność
Alkohol i tytoń podrożały tylko o 0,29%, a żywność i napoje bezalkoholowe średnio o 0,4%. To właśnie te liczby sprawiają, że inflacja wygląda na „opanowaną”, choć konkretne produkty potrafią zaskoczyć ceną przy kasie.

Dlaczego statystyka 'kłamie’, a lodówka nie
To moment, w którym oficjalna inflacja i codzienne zakupy przestają się zgadzać. Inflacja jest średnią z setek cen, a nie odpowiedzią na pytanie, co konkretnie drożeje. Jeśli wołowina i kawa rosną dwucyfrowo, a bilety lotnicze tanieją, to końcowy wynik nadal może wyglądać niewinnie. Problem w tym, że nie wszyscy latają, ale wszyscy jedzą.

Do tego dochodzi rynkowa rzeczywistość: ceny łatwo się podnosi, a bardzo trudno obniża. Po kilku latach wysokiej inflacji wiele firm zostawiło ceny na podwyższonym poziomie, bo klienci już się do nich przyzwyczaili. Inflacja hamuje, ale ceny nie cofają się automatycznie.

Niektóre produkty, jak mięso czy kawa, żyją też własnym globalnym rytmem. Susze, gorsze zbiory, choroby zwierząt czy droższa logistyka potrafią windować ceny niezależnie od tego, co pokazują krajowe wskaźniki.

Osobną historią są czynsze, które mają własne mechanizmy podwyżek i reagują bardziej na niedobór mieszkań niż na inflację. Do tego dochodzą podatki i wygaszane ulgi, które potrafią podnieść ceny z dnia na dzień, nawet gdy inflacja na papierze się nie zmienia.

W skrócie: inflacja może stać w miejscu, ale konkretne ceny nadal robią swoje. A lodówka, w przeciwieństwie do statystyki, nie liczy średniej 😉
(wnl)