Nie stać ich na mieszkanie… dlatego wynajmują innym. Socjalny absurd po holendersku
Aktualności | 14-01-2026 | 14:00 | 3 minuty czytania
Stoisz w kolejce po mieszkanie socjalne dziesięć, dwanaście, piętnaście lat. W tym czasie ktoś inny już w takim mieszkaniu żyje, płaci niski czynsz i po pracy sprawdza wpływy z czynszu od lokatorów… swoich prywatnych mieszkań. Nie jednego. Kilku. Czasem kilkunastu. To nie miejska legenda ani teoria spiskowa, tylko oficjalne dane. I choć absurd widać gołym okiem, system nadal udaje, że wszystko gra.

10 000 najemców socjalnych to jednocześnie właściciele nieruchomości
Z raportu rządowego think tanku CPB wynika, że niemal 12 tysięcy osób mieszkających w lokalach należących do holenderskich korporacji mieszkaniowych posiada lub współposiada własne nieruchomości.
Szczegóły robią jeszcze większe wrażenie:
- 1 193 osoby mają więcej niż jedną nieruchomość,
- 33 osoby posiadają ponad 10 domów lub mieszkań,
- tylko co szósty przypadek wynika z rozwodu lub spadku,
- w pięciu na sześć przypadków to świadoma decyzja.
Czyli klasyka gatunku: formalnie „potrzebujący”, faktycznie właściciel mieszkań na wynajem.

System, który miał pomagać…
Zgodnie z założeniami, mieszkania socjalne w Holandii mają trafiać do osób, które nie są w stanie samodzielnie zaspokoić swoich potrzeb mieszkaniowych.
W praktyce:
- maksymalny czynsz socjalny to 933 euro miesięcznie,
- obowiązują limity dochodowe,
- ale posiadany majątek i nieruchomości bywają sprawdzane pobieżnie albo wcale.
Efekt jest przewidywalny. Około 10 tysięcy gospodarstw domowych zajmuje mieszkania socjalne, mimo że posiada własne nieruchomości, w których mogłoby mieszkać. Jednocześnie dziesiątki tysięcy innych osób latami czekają w kolejce.

Kolejki po kilkanaście lat i „socjalni właściciele” w dobrych dzielnicach
W miastach takich jak Amsterdam czas oczekiwania na mieszkanie socjalne dochodzi do 15 lat. Czekają młodzi, samotni, rodziny z dziećmi, osoby pracujące, ale zarabiające zbyt mało, by wynająć coś na rynku prywatnym.
Tymczasem część najemców socjalnych:
- mieszka w atrakcyjnych lokalizacjach,
- osiąga dochody przekraczające progi kwalifikacyjne,
- i jednocześnie zarabia na wynajmie prywatnych nieruchomości.
Formalnie wszystko się zgadza. Społecznie – coś tu wyraźnie zgrzyta.

Aedes: „To głęboko niezadowalające”
To nie jest tylko medialne oburzenie. Aedes, czyli organizacja zrzeszająca korporacje mieszkaniowe, mówi wprost: kolejny rząd musi się tym zająć.
Jej przewodnicząca, Liesbeth Spies, postuluje:
- sprawdzanie nie tylko dochodów, ale także majątku i posiadanych nieruchomości,
- stworzenie narzędzi pozwalających odzyskać około 10 tysięcy mieszkań socjalnych.
Problem w tym, że osoby mieszkające w lokalach wynajmowanych przez takich „socjalnych właścicieli” również mają prawa i nie mogą zostać tak po prostu eksmitowane. Prawo chroni wszystkich, nawet jeśli cały układ wygląda jak kpina z idei mieszkań socjalnych.

Legalne, ale czy uczciwe?
I tu leży sedno sprawy. Bo:
- często wszystko jest zgodne z przepisami,
- nikt nie łamie prawa wprost,
- system sam stworzył takie możliwości.
Ale z punktu widzenia zwykłego człowieka stojącego latami w kolejce:
- ktoś blokuje lokal socjalny,
- jednocześnie czerpiąc zyski jako prywatny właściciel mieszkań na wynajem,
- korzystając z luk i bezwładności państwa.
To nie pojedyncze nadużycia. To styl życia oparty na sprycie i cierpliwości urzędów.

Nawet po sprzątaniu problem nie zniknie
CPB i Aedes nie mają złudzeń: nawet jeśli uda się odzyskać te 10 tysięcy mieszkań, kryzys mieszkaniowy w Holandii pozostanie. Budować trzeba więcej, szybciej i sensowniej.
Ale trudno mówić o solidarności społecznej, gdy system pozwala jednocześnie być:
- „potrzebującym”,
- najemcą socjalnym,
- i właścicielem kilku nieruchomości na wynajem.
Można tu latami czekać na mieszkanie socjalne. Można też w nim mieszkać i jednocześnie zarabiać na wynajmie własnych nieruchomości. Wszystko legalnie. Prawie wszystko moralnie wątpliwe.

(wnl)