Śnieg po kolana, lodowisko pod marketem. Dlaczego w Holandii „da się”, a w Polsce byłby mandat?
Aktualności | 08-01-2026 | 14:00 | 2 minuty czytania
Śnieg w Holandii pojawia się rzadko, ale gdy już spadnie, szybko pokazuje różnice między NL a Polską. Nieodśnieżone chodniki, śliskie parkingi i cisza ze strony gmin, VvE oraz właścicieli terenów to dla wielu Polaków spore zaskoczenie.
Dwa kraje, jeden problem, zupełnie inne podejście
Ten sam śnieg. Ten sam lód. Ale reakcja kompletnie inna.
W Polsce:
– łopata w ruch,
– sól pod nogi,
– bo inaczej mandat.
W Holandii:
– czekamy,
– obserwujemy,
– może jutro stopnieje.
Efekt? Pod blokiem śnieg po kolana, parkingi przy marketach jak lodowiska, a wszyscy udają, że to naturalny element krajobrazu.

Polska: masz chodnik, masz obowiązek
W Polsce sprawa jest brutalnie prosta.
Jeśli:
- jesteś właścicielem domu,
- zarządcą budynku,
- spółdzielnią lub wspólnotą,
to musisz odśnieżyć chodnik przylegający do nieruchomości.
Nie „jak starczy czasu”. Nie „jak śnieg nie stopnieje”. Musisz.
Konsekwencje?
- mandat,
- grzywna,
- a w razie wypadku: odpowiedzialność cywilna.
Tam nikt nie dyskutuje, czy chodnik jest „gminny” czy „trochę prywatny”. Jest przy budynku? Twój problem.

Holandia: wszyscy odpowiedzialni, czyli nikt
W Holandii zaczyna się teatr.
Chodnik
- zwykle należy do gminy,
- mieszkańcy nie mają ogólnego obowiązku odśnieżania.

Teren przy blokach
- bywa własnością VvE (wspólnota)
- VvE:
- czeka na gminę,
- czeka na pogodę,
- czeka, aż problem sam się rozwiąże.

Parkingi przy marketach
- teren prywatny,
- odpowiedzialność właściciela lub zarządcy,
- brak obowiązku natychmiastowego działania.
Efekt:
- auta tańczą na lodzie,
- ludzie ślizgają się z zakupami,
- a formalnie nikt nie jest „pilnie winny”.

Holenderski paradoks: nie musisz odśnieżać, ale jak zaczniesz – odpowiadasz
I tu pojawia się coś, co dla wielu Polaków brzmi absurdalnie, ale w Holandii jest jak najbardziej realne.
W Holandii:
- nie ma ogólnego obowiązku odśnieżania chodników,
- nie ma automatycznych kar za to, że śnieg leży.

Ale.
Jeśli ktoś zdecyduje się odśnieżać, to:
- bierze na siebie odpowiedzialność za efekt,
- musi zrobić to dokładnie i bezpiecznie,
- nie może zostawić lodu, kolein ani „półśrodków”.

Dlaczego? Bo działa tu zasada tzw. zorgplicht – obowiązku zachowania należytej staranności.

Jeśli swoim działaniem:
- tworzysz wrażenie, że jest bezpiecznie,
- a w rzeczywistości zostawiasz śliskie fragmenty,
to prawnie pogarszasz sytuację, zamiast ją poprawić.
Paradoksalnie:
- lepiej nie robić nic,
- niż odśnieżyć byle jak.

To właśnie dlatego:
- mieszkańcy często nie ruszają śniegu,
- VvE wolą czekać,
- markety liczą, że stopnieje samo.
Źle odśnieżone w NL bywa gorsze prawnie niż nieodśnieżone wcale.

Parkingowe lodowiska: chłodna kalkulacja
Dla właścicieli terenów handlowych rachunek jest prosty:
- odśnieżanie = koszt,
- śnieg zwykle znika po 1-2 dniach,
- klienci „jakoś dadzą radę”.

Dopóki:
- nikt się nie przewróci,
- nikt nie zgłosi szkody,
- ubezpieczyciel nie zapuka,
➡️ problem formalnie nie istnieje.
W Polsce? Mandat i po sprawie.
W Holandii? „Monitorujemy sytuację”.

Podsumowanie bez lukru
W Polsce:
- masz łopatę albo mandat.
W Holandii:
- nie musisz odśnieżać,
- ale jeśli już zaczniesz,
- musisz zrobić to perfekcyjnie, bo inaczej odpowiadasz.
I dlatego:
- śnieg leży,
- lód rządzi,
- a odpowiedzialność pojawia się dopiero po wypadku.

(wnl)